Kryminalistyka i medycyna sądowa Strona Główna
FAQ  Szukaj  Użytkownicy  Grupy  Statystyki Rejestracja  Zaloguj  Album  Chat


Pobierz tematPoprzedni temat :: Następny temat
Autor Wiadomość
galiel 



Pomogła: 3 razy
Posty: 48
Wysłany: Czw Mar 16, 2006 14:21 Pobierz post   >>> Napiszmy sobie opowiadanie<<<

Zapraszam do zabawy w pisanie opowiadania.
Reguły proponujemy nastepujące:
1. Kolejne odcinki publikujemy mniej więcej co 3 dni.
2. Nadeslany na priv do nas odcinek nie może być dłuższy niż strona worda.
3. Odcinki przysyłamy na PRIVa do mnie lub Webmastera, a my stronniczo i kumotersko wybieramy ten który nam się najbardziej podoba i publikujemy jako kontynuację.
4. jak nam się zabawa znudzi to przestaniemy ;-)
5. Opowiadanie jest KRYMINALNE, więc takie kontynuacje będa preferowane w publikacji.

Co Wy na to?

 
 
 
galiel 



Pomogła: 3 razy
Posty: 48
Wysłany: Czw Mar 16, 2006 14:22 Pobierz post   

PROLOG:
- Mamusiu, mamusiu, a kolo śliwek to lezy ludź! Sięęęęęę nie rusa! Mamooooooo!
Wrzask małego Adasia słychać było na cały ogród. Staszewska ciężko podniosła się z kolan. „jak znowu ponosi go fantazja, to nie wytrzymam i przetrzepię mu skórę” – pomyślała, doskonale zdając sobie sprawę z faktu, że nie jest w stanie dać swojemu najmłodszemu nawet mocniejszego klapsa.
- Mamoooooooooooo! No chodź! – darł się mały w niebogłosy. Ruszyła w jego stronę.
Już z dalszej odległości było widać, że coś jest nie tak. Adaś stał w jednym miejscu wpatrując się w punkt gdzieś pomiędzy niziutkimi jeszcze sadzonkami węgierek. Podbiegła do syna.
- No gdzie masz tego „ludzia”? Pokaż!
Mały wskazał palcem na drugi rząd podwiązanych palikami drzewek. Pomiędzy nimi faktycznie ktoś leżał. Sądząc po żółtej sukience, długich włosach i pantofelkach była to kobieta.
- A co to jest! Noclegownia! Schronisko młodzieżowe! – wrzasnęła właścicielka sadu i ruszyła w stronę leżącej. Była przekonana, że kolejny raz ktoś wkradł się do jej ogrodu na „szaber”. „Pewnie pijana” – pomyślała, łapiąc dziewczynę (teraz mogła już to stwierdzić) za rękę z koszmarnymi zielonożółtymi tipsami.
- Wstawaj paniusiu! To nie hotel! – krzyknęła już z mniejszym przekonaniem. Ręka „śpiącej” była nienaturalnie chłodna. Co prawda był dopiero koniec wiosny i upały jeszcze nie nadeszły, ale śpiący człowiek nie powinien mieć wg. Staszewskiej takiej temperatury. Popatrzyła jeszcze raz na dziewczynę, odwróciła się i złapawszy małego Adasia na ręce, pobiegła w stronę domu. Musiała kogoś jak najszybciej powiadomić. Leżąca w ogrodzie dziewczyna była bowiem martwa.

 
 
 
galiel 



Pomogła: 3 razy
Posty: 48
Wysłany: Pon Mar 20, 2006 09:15 Pobierz post   

Któż innny mógł zostać zwycięzcą pierwszej tury jak nasz niesamowity Bros!
Zapraszamy do przeczytania pierwszego rozdziału:


Rozdział I

Dowodzenie komisariatem na zadupiu ma swoje zalety – komendant Jagiełło powtarza to sobie jak mantrę mniej więcej od maja, kiedy to został tu „zesłany”. Mogło być gorzej, bo w końcu kieszonkowców i złodziei samochodów nie przesłuchuje się przy pomocy grzałki wkładanej pod pachę – przynajmniej przepisy wykonawcze i Ustawa o Policji milczą na ten temat. Dobrze, że z Tolem – znaczy Panem Komendantem Wojewódzkim, kończyło się Szczytno – dzięki temu mam ostatnią szansę ...
„Ostatnią szansę” – tak właśnie powiedział Tolo, podpisując rozkaz o zsyłce. „Tam sobie spokojnie doczekasz emeryturki i nic nie nabroisz. Bywam tam na wczasach - nie ma tam złodziei, tubylcy szacunek do munduru mają we krwi. Potrafią się odwdzięczyć drobiem, jajkami, nalewką domowej roboty. Właściwie nic tam nie ma. No, może oprócz tych nawiedzonych wyznawców jakiegoś popieprzonego kultu, ale póki co nie zarżnęli jeszcze żadnej dziewicy” – zarechotał lubieżnie Pan Komendant, waląc pieczątkę pod rozkazem o przeniesienie do Gnypkowic Wielkich.

Patrząc przez okno w wieczorne niebo i wciągając nosem zapach świeżo przekopanego gnoju, Jagiełło zdycha z nudów. Chryste, tu się nic nie dzieje! Przypływ adrenaliny czuję jedynie, kiedy idę do tutejszego kibla – jeśli ta dziura w podłodze zasługuje na to miano. Podobno kucanie jest zdrowsze, niż korzystanie z muszli – przekonywał go średnio raz w tygodniu sierżant Wcisło, pokazując „na sucho” (z gaciami na tyłku) prawidłową pozycję. O, tak – panie komendancie – prezentował prawe idealną pozycję „kropli”. Jak zauważył rezolutnie aspirant Jamła – wyglądał wtedy jak „[cenzura] Alberto Tomba”.
Jamła nie korzystał z „trolowni” – jak nazywał „komisariatowy” WC – biegał do pobliskiego lasu. Jagiełło przymykał na to oko, chociaż zdawał sobie sprawę, że widok defekującego faceta w mundurze policjanta może wywrzeć pewne wrażenie na ludności tubylczej. Skarżyć się nie będą – w końcu to wiocha – pewnie co drugi lata srać do lasu – zachichotał w myślach.

Dzisiaj dyżur ma „Alberto” Wcisło. Z pewnością nie mija mu on na bezmyślnym gapieniu się w telefon, który i tak nie zadzwoni. Facet czyta zapewne o narciarstwie alpejskim – dumał komendant. Prosty chłopak, ale miejscowy. W RAZIE CZEGO może się przydać. Tyle, że to W RAZIE CZEGO chyba nigdy nie nastąpi. Póki co – mam swoją kometę – uśmiechnął się. Faktycznie – podobno wciąż zbliżała się do Ziemi. Teraz ma już jakieś - 10 magnitudo, jako astronom amator, odnotowuje to machinalnie, łypiąc okiem na najjaśniejszy obiekt na niebie. Dobrze, ze nie ma księżyca, a w obserwacjach nie przeszkadza miejskie oświetlenie. Tak, to jeszcze jedna zaleta pracy na wiejskim komisariacie – uśmiecha się leniwie, kiwając się w fotelu – można poznać nową definicję terminu „rozgwieżdżone niebo”. Kometa nadawała Gnypkowicom jakiegoś upiornego czaru ... W mieście świry dostawały kota na widok księżyca w pełni, a co dopiero musi się dziać, kiedy widać kometę! A tutaj? Jakoś trudno sobie wyobrazić wdowę Maziakową – gospodynię Jagiełły – w roli Wiejskiej Vampirelli, czyhającej na okoliczne chłopstwo. A może jednak? To ponure spojrzenie, powłóczysty chód – nawet pasuje. Mamrotanie nocami w piwnicy jakiś dziwnych ni to „modlitw”, ni „pieśni”. Kto wie? Może sprzedała duszę Szatanowi, a nocami lata nago na tutejszy odpowiednik Łysej Góry , hehe. Brrrrrrr ... Naga Maziakowa...

DRRRRRRRRRRRYYYYYYYYYYYNNNNNNNNNNNNNNN!!!

Niewiarygodne, ALE PRAWDZIWE!! Dzwoni telefon! PIERWSZY RAZ OD MIESIĄCA, od kiedy Jagiełło objął stołek komendanta! Ma ochotę zerwać się z fotela i lecieć na dyżurkę, ale czeka ... To nie może być prawda. A jednak. Przez ścianę słyszy jak Alberto coś tam duka do słuchawki. Mija chwila i wpada jak bomba do „gabinetu” Jagiełły – Panie Komendancie – TRUP!

 
 
 
galiel 



Pomogła: 3 razy
Posty: 48
Wysłany: Czw Mar 23, 2006 14:14 Pobierz post   

No i mamy kolejny rozdział. Tym razem podesłany przez Kubę.

Rozdział II.
- Dlaczego zawsze ja? No dlaczego! – marudził pod nosem prokurator Brodnicki gramoląc się do samochodu. Tym razem nawet nie musiał jechać swoim. Prokuratura postarała się i podesłała samochód z kierowcą.
- W końcu gdzie są te Gnypkowice? – myślał - Cholera wie! No i żeby kogoś naszło mordować się w miejscowości o tak idiotycznej nazwie! Ja rozumiem, morderstwo w Warszawie, zabójstwo w Gdańsku, ale śmierć w Gnypkowicach Wielkich! No i tłucz się teraz człowieku przez pól Polski!
Brodnicki trochę przesadził. Od Szczecina było to jakieś 60 kilometrów, na dodatek droga (jak na polskie warunki) mieściła się w standardzie „średniego podziurawienia”. Niestety kierowca włączył radio i prokurator usłyszał przemawiającego ministra sprawiedliwości. Zdusił w ustach przekleństwo.
- Może pan to uciszyć? – zwrócił się do kierowcy – Już mi powoli nerwy puszczają, a lekarz zabronił mi się stresować. Wiek już nie ten to i o nerwy trzeba dbać.

Rzeszów na początku wiosny wygląda tak, jak większość miast w Polsce: brzydko i szaro. Na dodatek lało. Niestety senna atmosfera ulicy nie przekładała się nijak na dynamikę pracy posterunku przy Magdaleńskiej.
Komendant Czyżolski zastanawiał się, kiedy to ostatnio nie zdarzył nawet wyjąć drugiego śniadania. Wyszło mu, że wczoraj, westchnął więc ciężko i wyciągnął rękę po wibrującą na biurku komórkę.
- Czyżowski, słucham?
- Tata? To ja, Krystian – zabrzmiał głos najmłodszej latorośli państwa Czyżowskich. – Tata, problem jest…
Jakby kiedykolwiek nie było - pomyślał komendant.
- Z tobą człowieku są same problemy. Czasem zastanawiam się, do kogo ty się wrodziłeś!
- Tata, daj spokój! Agnieszka znowu prysnęła. Zrobiłem jej kipisz w rzeczach, brakuje też trochę kasy. Ta jej kumpelka, Karolina, mówi, że nawiała do tego typka ze Szczecina.
Agnieszka, dwa lata starsza od Krystiana, była drugim wielkim utrapieniem komendanta. Niezbyt skora do nauki, miała za to wielki talent do romansów. W wieku 20 lat dorobiła się już dwójki nieślubnych dzieci (chowanych przez dziadków), jednego rozwodu i jednej sprawy o pobicie.
W przeciwieństwie do Krystiana, którego ojciec uważał po prostu za idiotę, Aga w swoim mniemaniu „umiała sobie radzić”. Jej sposobem na życie było podłapanie kolejnego „sponsora”, najlepiej oczywiście „nadzianego”. Niestety czasem okazywało się, iż zdobycz pochodzi z drugiego końca Polski. W takich wypadkach po prostu znikała na jakiś czas, aż znudzony mężczyzna nie wykopywał jej z domu.
- Tata, jest jeszcze jeden problem.
- No….
- No bo …. No bo…tam jeszcze ktoś jest, w jej pokoju. Tylko, tato przyjedź jak najszybciej… bo on chyba trochę nie żyje….

 
 
 
galiel 



Pomogła: 3 razy
Posty: 48
Wysłany: Sro Kwi 12, 2006 12:32 Pobierz post   

I mamy następny rozdział naszego (wolno bo wolno, ale zawsze) kiełkującego opowiadania. Wśród autorów witamy naszą magdallę! I prosimy o więcej!

ROZ. III
Staszewska lekko drżącą ręką odłożyła słuchawkę. Tępo rozejrzała się po pokoju i ciężko opadła na fotel.
- Że też musiała umrzeć akurat w moich śliwkach – myślała rozgoryczona patrząc przez okno – tyle sadów dookoła, ale nie! Moje śliwki najlepiej nadają się do umierania! A w ogóle to co to za maniery włazić komuś na teren prywatny po to tylko żeby tam dokonać żywota?! Nie mogła kulturalnie umrzeć w swoich śliwkach?!
Z głębokiej zadumy wyrwał ją jakby zza ściany dochodzący głos Adasia.
– Maaa-mooo! – wołał, szarpiąc matkę za spódnicę. – Maaaa-mooo!
Spojrzała na niego, uśmiechnęła się słabo, pogłaskała go po blond główce i wzięła głęboki wdech.
– Słucham skarbie? – spytała najspokojniejszym tonem na jaki ją było stać. Za nic w świecie nie chciała okazywać paniki wobec własnego dziecka. Widząc, że wreszcie udało mu się nawiązać kontakt z matką chłopiec przystąpił do dzieła.
- Co się stało temu ludziu? – spytał patrząc na mamę wielkimi, okrągłymi jak spodeczki, szmaragdowymi oczyma w których kryła się głęboka wiara w wszechwiedzę matki.
- Nie żyje. – odparła całkiem bezmyślnie, gdzieś w przestrzeń.
-A co to znaczy? – w głosie chłopca czaił się lekki niepokój i jeszcze większa ciekawość.
Niczym rażona piorunem nagle zdała sobie sprawę z tego co zrobiła.
-Pięknie – pomyślała z wściekłością – pięknie idiotko i co teraz dziecku powiesz?! – nie mogąc wymyślić żadnego logicznego i w miarę prostego wytłumaczenia Staszewska błagalnym wzrokiem popatrzyła na zegarek. -No niechże już przyjadą i zabiorą mi te zwłoki z sadu.
-Widzisz skarbie... – zaczęła niepewnie i zamilkła, ponieważ w tej chwili usłyszała za oknem rozdzierający krzyk sąsiadki.

 
 
 
Czyżol 
Proszkami maluje



Pomógł: 49 razy
Posty: 836
Skąd: KMP Koszalin.
Wysłany: Nie Lis 19, 2006 23:35 Pobierz post   

Komendant Jagiełło wytoczył się z samochodu, spojrzał na ten cały bajzej, biegających, wrzeszczących ludzi i siarczyście zaklął:
- K.rwa na reszcie coś się dzieje. Tylko, co ja tu robię – pomyślał. Miało być tak pięknie.
Spojrzał w górę. No jeszcze tego brakowało. Zbierało się na deszcz. Czarne chmury przykryły niebo. Ale najgorsze miało dopiero nastąpić.
W tym samym czasie podjechał samochód.
- No pięknie! Brodnicki. Jeszcze jego tutaj brakowało – syknął Jagiełło.
- Witam pana prokuratora – Jagiełło z uśmiechem wita prokuratora – jak tam zdrówko?
- A nie narzekam. Co tam mamy?
- Nie wiem przyjechałem przed chwilą.
Powolnym krokiem podążyli w stronę zwłok. Na miejscu był już Wcisło szaleńczo biegający i odganiający ludzi. Czym bliżej Jagiełło znajdował się zwłok tym bardziej robiło Mu się gorąco. Ale dlaczego? Przecież widział je setki razy. Jakie sobie kto życzy. Wiszące, pływające, spalone.
- A u pana jak tam ze zdrówkiem? – zagadał Brodnicki.
Jagiełło nie odpowiedział. Stał i tępym wzrokiem wpatrywał się w zwłoki młodej dziewczyny. Nagle wszystkie dźwięki przestały docierać do niego. Obrazy w wokół martwego ciała zanikać. Liczyło się tylko ono. Podniósł głowę w stronę nieba jakby błagalnym wzrokiem chciał zapytać: - Dlaczego?
Po jakimś czasie wycedził przez zęby:
- Tylko nie Ona! Tylko nie córka Czyżowskiego! Tylko nie Aga!

_________________

 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group
Template NoseBleed v 0.2 modified by Nasedo. Done by Forum Wielotematyczne
Strona wygenerowana w 0.11 sekundy. Zapytań do SQL: 19