4 października 1949 roku w Londynie zniknął niejaki pan Setty. Właściwie zniknął już wcześniej ale właśnie wtedy rodzina jego siostry zameldowała o tym na posterunku policji przy Albany Street.

Pan Stanley Setty był w Londynie postacią znaną. Naprawdę nazywał się Sullman Seti i pochodził z Bagdadu. Do Anglii przybył w 1903 roku z rodzicami. Policja podejrzewała, iż obrotny imigrant handlował fałszywymi bonami na benzynę i starymi samochodami. W każdym razie powodziło mu się bardzo dobrze. 4 października sprzedał samochód i zrealizował czek na 1000 funtów. No i zniknął.

Znalazł się 21 października, a właściwie znalazły się jego szczątki. Precyzując - tułów bez głowy i nóg. Robotnik rolny przepychający łódź przez bagna w Essex natrafił w pewnym momencie na duży pakunek owinięty kocem. Z ciekawości zajrzał do środka. To co zobaczył sprawiło, iż niewiele potem byli na miejscu nadinspektor policji w Essex Totterdell, nadinspektor Scotland Yardu MacDougall oraz lekarz sądowy Francis Camps. Tymczasem w laboratorium Scotland Yardu inspektor Cherril po wstrzyknięciu w opuszki palców gliceryny zdołał uzyskać odbitki daktyloskopijne zdolne do porównania. Setty był aresztowany w 1928 roku i skazany za oszukańcze bankructwo na 8 miesięcy więzienia.

Ekspertyza daktyloskopijna potwierdziła tożsamość szczątek. 22 października przeprowadzono sekcję. Ustalenia wykazały iż:

  1. Setty zginął od uderzeń broni obosiecznej o długości około 10 cm. Najpewniej sztyletu.
  2. Przyczyną śmierci była rana lewego płuca. Spowodowała ona silne krwawienie i doprowadziła do natychmiastowego zgonu.
  3. Głowę i nogi odcięto cienką piłką o nieregularnych ząbkach.
  4. Zdjęcia rentgenowskie wykazały, iż prawie wszystkie kości były połamane, jednak przypuszczalnie dopiero po śmierci.

Pozostawało tylko jedno pytanie: kto tak urządził pana Setty?
Tropu dostarczył.... sposób połamania kości. Otóż Camps stwierdził, iż obrażenia przypominają mu te u lotników i spadochroniarzy, którym nie otworzył się spadochron. Czy więc możliwe jest, aby zwłoki Stanleya wyrzucono do bagien z samolotu?

MacDougall postanowił sprawdzić ten ślad. Już 25 października z prywatnego lotniska Elstree nadeszła informacja, która zwróciła uwagę na niejakiego Donalda Hume z Londynu. 5pażdziernika wynajął on samolot sportowy. Dozorca przypomniał sobie, ze Donald niósł do samolotu dwa duże pakunki. Nie rozpoznał co prawda koca, ale za to sznur który znaleziono na bagnach wydawał mu się znajomy. Hume wystartował przed zachodem słońca i wylądował około 18.30 w Southend. Dzień potem wyleciał z Southend do Gravesend. Mówiąc ze zabłądził, zostawił samolot na lotnisku i do domu wrócił taksówką. Zapłacił banknotem z tych 1000 funtów, które wypłacił Stanley (bank dostarczył spisane ich numery). Policja postanowiła bliżej przyjrzeć się panu H.

Donal Hume miał wówczas lat 30. Był żonaty i miał 3 miesięczne dziecko. Pilotować nauczył się w czasie wojny w Rolay Air Force. Niezbyt dobrze zresztą, bo zaraz go stamtąd wyrzucono. Wykorzystał czas wojny do zgromadzenia majątku na niezbyt (w sumie całkowicie) nielegalnych interesach. Po wojnie poznał Setty'ego i zaczął z nim prowadzić podejrzane transakcje. Podsumowując - nie był to przykładny obywatel.

27 października Donald Hume został aresztowany. Bynajmniej nie wypierał się znajomości z Setty'm ani tego, iż wyrzucił z samolotu duży pakunek. Otrzymać go miał od znajomych niejakiego pana Salvadori. Mac, Roy i Gree (tak niby przedstawili się ci ludzie Donaldowi) mieli odwiedzić Hume 5 października. Przywieźli ze sobą dwie paczki, w których miały być nielegalne klocki do drukowania bonów na benzynę. Hume zostal opłacony, aby wyrzucić je nad kanałem. Dalej opowieśc pokrywała się z tym, co ustaliła policja. Hume dodał tylko, iż wyrzucił pierwszy pakunek około 4 mile przed Peers w Southend. Następnej nocy wyrzucił drugi pakunek, dalej nad kanałem.

Hume oświadczył, iż domyślał się że w paczce może być ludzkie ciało. Przeczytawszy w gazecie numery serii banknotów wypłaconych przez Setty'ego z przerażeniem stwierdził, iż są takie same jak na banknotach, które uzyskał jako wynagrodzenie. Straszony przez Maca postanowił nie zgłaszać się na policję.

Historia wyglądała wiarygodnie, było jednak pewne "ale". Otóż nikt (łącznie z panem Salvadori) nie widział i nie słyszał nigdy o Macu, Royu i Greenie. Łącznie z panią Strade - służącą pracująca u Hume. Zeznała za to, iż 5 października Hume kazał zakupić jej nowe ścierki do kuchni, oraz oddał dywan do farbowania. Następnie zamknął się na godzinę w kuchni i wyszedł stamtąd z dwoma pakunkami. Następnie został wezwany robotnik do zapuszczenia podłogi. Pojawiło się pytanie, czy owi panowie nie istnieli przypadkiem tylko w wyobraźni Donalda?

Policjanci pod przykrywką ochrony rodziny Hume przed groźbami poszukiwanej trójki wprowadzili się do domu Donalda. Pobyt wykorzystali do przeszukania całego domu na obecność śladów krwi lub mączki kostnej, która tworzy się podczas piłowania kości. Holden i Camps bardzo sumiennie przyłożyli się do pracy. Na odwrocie pofarbowanego dywanu odkryli plamę krwi wielkości 22 x 30 cm. Niestety przeprowadzone z dywanem w farbiarni operacje nie pozwoliły w tych czasach na określenie jej grupy. Na szczęście na drewnianych deskach podłogi tuż obok drzwi do mieszkania znajdowały się dalsze ślady. Tą krew można było zbadać, niewątpliwie była to krew ludzka. W jadalni w szparach pomiędzy deskami tez była krew. Zerwano podłogę. Między deskami a powałą znaleziono świeżą krew grupy 0, której ilość wystarczyła by na zapełnienie filiżanki.

Aby z góry obalić wyjaśnienia Hume, iż krew pochodzi z rozbitego nosa itp. Inspektorzy przeprowadzili mały eksperyment. Postanowili "organoleptycznie" zbadać ilość krwi, która trzeba wylać na podłogę, aby pod powałą zebrała się jej "filiżanka". Zalewając obficie podłogę świeżą krwią, stwierdzili, że w mieszkaniu Hume musiało jej się rozlać przynajmniej półtora litra. Jasne stało się, ze nie jest to ilość, którą tracimy np. zacinając się przypadkowo nożem (no chyba że jest to naprawdę, ale to naprawdę niefortunne zacięcie, ale w tym przypadku raczej nie wylecielibyśmy na drugi dzień na wycieczkę samolotem). Co ważniejsze - gdyby tyle krwi wylało się z pakunków dostarczonych przez "tamtych troje", papier i koc musiały by być zakrwawione. A w śledztwie nie było o tym nic wspomniane. Aby uniemożliwić podejrzanemu wymyślenie wytłumaczenia, policja postanowiła go nie informować znalezieniu krwi aż do momentu procesu.

Jednak pojawił się następny problem - czy krew mogła pochodzić z przywiezionych z innego miejsca zwłok, czy też niemożliwe jest aby zakrzepłą po śmierci i dostała się pod podłogę w momencie gdy sztylet przebił płuco Stanleya. W roku 1949 nie był to problem łatwy do rozwiązania.

Wcześniej uważano, że krew po śmierci nie krzepnie. Doświadczenia jakie przeprowadzono ( w tym konieczność używania przez Rosjan do transfuzji krwi ze zwłok podczas domowej wojny hiszpańskiej) zachwiały tym przekonaniem. Powszechni uważano, iż krew osób zmarłych śmiercią gwałtowną nie krzepnie, lub krzepnie tylko na moment aby potem powrócić do fazy płynnej. Krew osób, które umierały wolniej zachowywała swoją krzepliwość na dłużej (badacze rosyjscy mówili nawet o 6 dniach). Wynikało z tego, iż krew Stanleya mogła teoretycznie wypłynąć z pakunku po pewnym czasie od jego śmierci. Był to punk dla Donalda. Wiele wyników badań stwierdzało co prawda, że krzepliwość utrzymuje się tylko kilka godzin po śmierci, ale Camps i Holden nie postawili by na to podczas procesu. I mieli rację.

W styczniu 1950 roku Donald Hume stanął na ławie oskarżonych. Oskarżenie postanowiło zagrać swoim "atutem"- faktem znalezienia krwi w mieszkaniu Hume. Być może liczono na to, iż Hume nie zdoła wymyślić na predce sensownego wyjaśnienia. No i przeliczono się.

Hume najspokojniej w świecie odpowiedział, iż podczas przenoszenia tobołek dostarczony przez Maca, Roya i Greena otworzył się z jednej strony. Z środka wylała się krew. Stad też jej ślady w mieszkaniu. Na pytanie co też ślady robią na dywanie w pokoju (Hume twierdził, iż nie wnosił tam tobołka), oskarżony najspokojniej w świecie oświadczył, iż nie wie. Przecież nawet nie wiadomo czy w tym przypadku chodzi o krew ludzką. Bo to na jednym dywanie w londyńskich mieszkaniach można znaleźć taką plamę?


23 stycznia ława przysięgłych udała się na naradę. Niestety nie osiągnięto porozumienia co do wyroku. Powołano nowych przysięgłych. Czując, iż nie da się udowodnić Hume morderstwa, oskarżyciel wniósł oskarżenie o współudział i zacieranie śladów. Tego Donald wyprzeć się nie mógł. Został skazany na 12 lat więzienia. Wyszedł przedterminowo po 8 latach.

I na tym skończylibyśmy nasza opowieść o fartownym tym razem mordercy, gdyby nie artykuł jaki ukazał się 1 czerwca 1958 roku w "Sunday Pictorial". Skuszony kwotą 2000 tysięcy funtów, oraz pewny całkowitej bezkarności (nie mógł być sądzony dwa razy za to samo) Donald Hume dokładnie opisał dziennikarzom jak zamordował Stanleya Setty 4 października 1949 roku. Pchnął go sztyletem. Potem rozkawałkował zwłoki i wyrzucił z samolotu. Dokładnie tak, jak opisali na procesie Camps i Holden.
Hume zabrał swoje 2000 funtów i wyjechał do Zurychu jeszcze przed ukazaniem się artykułu. W roku 1959 został skazany na dożywocie za napad na bank, zranienie kasjera i morderstwo taksówkarza.
Jeden z dziennikarzy opisujący proces zabójstwa Stanleya Setty powiedział iż "... jedyny świadek czynu, krew zabitego, nie powiedziała nic jednoznacznie...".

 


Skomentuj artykuł na forum

:: Jak odczytać fałszywe dokumenty i numery VIN
:: DISCOVERY - Zbrodnie, które wstrząsnęły światem
:: Człowiek z Maree
:: Tajemnica Gatton
:: Tutoriale kryminalistyczne

:: NOWE! Puzzle

:: Przygody detektywa Maxa

:: Quiz
:: VIII Edycja Konkursu Wiedzy Kryminalistycznej im. prof. Brunona Hołysta
:: Test wiedzy o historii medycyny
:: Test wiedzy o kryminalistyce i medycynie sądowej
:: Układanka
:: Zagadki kryminalne

"Podejrzewam, ze Kisiel nawet swojego żółwia karmił wódką" Janusz Korwin-Mikke


GALIEL@WEBGROUP 2005