Śmierć bliskiej osoby, członka rodziny, kosztuje nas drogo. I nie tylko w aspekcie emocjonalnym, ale nie ma co ukrywać - także w finansowym. Często zdarza się, że rodzina chcąc należycie uhonorować nieboszczyka (w wersji mniej "politycznie poprawnej": pokazać się przed sąsiadami) pożycza pieniądze gdzie tylko można. Jeszcze gorzej jest kiedy świeżo upieczony nieżyjący jest tzw. "jedynym żywicielem rodziny". Obecnie można liczyć na rentę po nieboszczyku, ale nie zawsze tak bywało. Aby nie czekać na "miłosierdzie gminy" i zabezpieczyć swoich bliskich po nieuniknionym naszym końcu, człowiek wymyślił ubezpieczenia na życie.
Jak to bywa, wprowadzenie tego typu polisy wywołało pojawienie się nowego sposobu zarobienia gotówki: ludzie zaczęli mordować ubezpieczonych członków rodziny dla pieniędzy.
Przypadków takich historia zna zatrzęsienie (a pewnie drugie tyle pozostaje nieznane). Wspomnijmy choćby Grahama Backhouse , który zamordował żonę wkrótce po podwyższeniu ubezpieczenia, czy też Josepha Smitha, który regularnie żenił się, ubezpieczał połowicę na dużą sumę, a potem topił ją w wannie. Zdołał utopić trzy biedne kobiety, zanim zgodnie z porzekadłem co ma wisieć nie utonie, powieszono go w 1915 roku.

Rys. - "Sidney Fox ", źródło: " Niezbity dowód" B. Innes

14 lat po niechlubnym zgonie Smitha, w południowo-wschodniej Anglii, w miejscowości Margate, do hotelu "Metropol" przybyli państwo Rosalinda i Sidney Fox, matka i syn. Dla sześciedzięciotrzyletniej Rosalindy i jej trzydziestoletniego syna był to zapewne następny hotel, w którym chcieli pomieszkać, a potem swoim zwyczajem zapłacić czekiem bez pokrycia lub ulotnić się przed uregulowaniem rachunku. Ani Sidney, ani jego matka nie byli bowiem bynajmniej statecznymi i spokojnymi obywatelami. Fox udawał dżentelmena, ale pieniądze na życie zdobywał kręcąc i oszukując, Rosalinda zaś dzielnie mu pomagała. Ten niekonwencjonalny sposób zarobkowania wiele razy zwracał na nich uwagę policji.
Tak więc jak już wspomnieliśmy, 16 października państwo Fox zameldowali się w hotelu. Zajęli dwa pokoje, które sąsiadowały ze sobą i można było przejść bezpośrednio z jednego do drugiego. Na razie nie martwiło ich, jak uregulują rachunek.

22 października Sidney Fox pojechał do Londynu. Jako że nie miał gotówki na bilet, po prostu go komuś ukradł. W stolicy przedłużył o jeden dzień kończące się ubezpieczenie na życie swojej matki. Suma ubezpieczenia opiewała na 3 000 funtów. Polisa wygasała 22 października o północy.

Rys. - "Pokój i fotel na którym zginęła pani Fox ", źródło: " Niezbity dowód" B. Innes

Tego samego dnia, około 23.30 usłyszano jak Sidney krzyczy "pali się!". Fox biegał po korytarzu hotelowym i wzywał pomocy. Matki nie było nigdzie widać. Na ratunek Rosalindzie rzucił się bynajmniej nie jej kochany jedynak, ale gość hotelowy Samuel Hopkins. Niestety było za późno. Pokój pełen był dymu z palącego się fotela. Na korytarz wyniesiono już zwłoki pani Fox.
Wezwani na miejsce zdarzenia lekarze orzekli śmierć w wyniku zatrzymania funkcji życiowych spowodowanego wstrząsem. Opinię tę potwierdził koroner. Matkę Sidneya pochowano w rodzinnej miejscowości. I pewnie spoczywała by tam w spokoju, gdyby nie pazerność i paskudny charakter jej latorośli.
Sidney prosto z cmentarza bowiem udał się bynajmniej nie na stypę, ale do towarzystwa ubezpieczeniowego, po pieniądze z polisy matki. Osoba załatwiająca takie sprawy w dzień pogrzebu własnej matki wzbudziła podejrzenie agenta ubezpieczeniowego. Na dodatek pani Fox "była na tyle miła" dla syna, aby zmieścić się w jednodniowym okresie ubezpieczenia i "mieć wypadek" dokładnie na 20 minut przed upływem daty ważności polisy.

To dla nauczonych wieloletnim doświadczeniem agentów ubezpieczeniowych była zbyt śliski przypadek. Jasne się stało, iż Rosalindę Fox trzeba będzie odkopać.

Po ekshumacji zwłoki przekazano do badań ówczesnej sławie kryminalistyki, wybitnemu patologowi Sir Bernardowi Spilsbury. Po przeprowadzeniu badań stwierdził on co następuje:

  1. Nie stwierdzono obecności sadzy w drogach oddechowych ofiary ani też dwutlenku węgla we krwi, co jak wiemy dowodziło, iż pani Fox była już martwa w momencie wybuchu pożaru.
  2. Spilsbury nie znalazł żadnych oznak ataku serca spowodowanego wstrząsem, choć potwierdził postępującą chorobę serca i arterii.
  3. Nie stwierdzono śladów palców na szyi, złamania kości gnykowej lub plam na twarzy będących najważniejszymi dowodami duszenia ofiary.
  4. Jednak patolog znalazł (jak twierdził w raporcie) kolisty siniak "rozmiaru monety półkoronowej" w tylnej ściance krtani. Na tej podstawie przedstawił tezę, iż Sidney najpierw udusił matkę a potem wywołał pożar.

Obrona jednak też "nie zasypywała gruszek w popiele". Powołano drugiego wybitnego patologa: Sir Sidneya Smitha oraz nie mniej znanego eksperta Roberta Bronte aby ponownie przebadali zwłoki. Patolodzy oświadczyli, że nie znaleźli żadnego śladu sińca o którym wspominał Splisbury. Rozpoczęła się przepychanka ekspertów: Splisbury twierdził iż wybroczyna była widoczna i zniknęła zanim przeprowadzono badanie mikroskopowe, Smith upierał się, że jeśli rzeczywiście na krtani byłby siniec, to pozostał by tam już na zawsze. Okazało się, iż stwierdzenie co jest siniakiem, a co nim nie jest nawet wśród ekspertów nie jest taką oczywistą sprawą.

Zbadano również okoliczności wybuchu pożaru. Wydawało się, że ogień przeskoczył z kominka prosto na fotel starszej pani, pomijając dywan. Wezwany komendant straży pożarnej stwierdził, iż "...źródło ognia niewątpliwie znajdowało się pod fotelem...". Aby zapalić dywan podczas eksperymentu musiano posłużyć się benzyną. Poddawało to w wielką wątpliwość wersję, jakoby fotel zapalił się od ognia w kominku. U Sidneya znaleziono butelkę benzyny, którą jak twierdził używał do czyszczenia garnituru.

Wątpliwości co do domniemanego sińca przemawiały na korzyść oskarżonego o zabicie matki Foxa. Dodatkowym atutem obrony był fakt, iż kość gnykowa, która bardzo często ulega złamaniu podczas duszenia u Rosalindy była cała. Wszystko przemawiało ze tym, że Fox owszem, próbował sfingować wypadek podpalając fotel, ale nie było pewności, że wcześniej udusił matkę. Być może obronie udało by się nawet uzyskać wyrok uniewinniający, gdyby ... nie sam oskarżony.

Na pewno każdy adwokat prędzej czy później spotyka klienta, któremu najchętniej założył by knebel na usta, byle tylko oskarżony nie odzywał się w sądzie. Tym razem pech dopadł obrońców Foxa. Sidney podczas przesłuchania mataczył, a nawet niezbyt inteligentnie i zupełnie niepotrzebnie kłamał. Zapytany czemu zamknął drzwi od pokoju matki, zamiast ją ratować odparł: "...żeby dym nie przedostawał się do hotelu..." Przy takich wystąpieniach klienta, nawet najsławniejszym adwokatom opadają ręce.
Sidney Fox został uznany winnym morderstwa Rosalindy Fox i powieszony w Maidstone 8 kwietnia 1930 roku. Do końca nie przyznał się do winy.

Skomentuj artykuł na forum

:: Jak odczytać fałszywe dokumenty i numery VIN
:: DISCOVERY - Zbrodnie, które wstrząsnęły światem
:: Człowiek z Maree
:: Tajemnica Gatton
:: Tutoriale kryminalistyczne

:: NOWE! Puzzle

:: Przygody detektywa Maxa

:: Quiz
:: VIII Edycja Konkursu Wiedzy Kryminalistycznej im. prof. Brunona Hołysta
:: Test wiedzy o historii medycyny
:: Test wiedzy o kryminalistyce i medycynie sądowej
:: Układanka
:: Zagadki kryminalne

"Inteligencja jest jak nogi:, masz za dużo, to się potkniesz.— Terry Pratchett"


GALIEL@WEBGROUP 2005