strona: 1, 2

Artykuł pochodzi z Problemów Kryminalistyki 1969 nr 77. Autorem jest pan Antoni Michałowski. 

"WAMPIR Z GAŁKÓWKA" I JEGO ZBRODNIE"

Wiadomość o utonięciu w wannie " 37-letniej staruszki Marii G. wpłynęła do jednej z komend dzielnicowych MO w Warszawie w dniu 14 września 1967 r. Takich wypadków co najmniej kilkanaście zdarza się co dzień w ponad milionowym mieście. Nic więc dziwnego, że na miejsce zdarzenia udał się jedynie funkcjonariusz KD MO, by dopełnić formalności właściwych w takich sytuacjach.
Ponieważ była to śmierć gwałtowna, zwłoki zostały przekazane do Zakładu Medycyny Sądowej w celu przeprowadzenia sekcji zwłok, (wszczęto też zaraz dochodzenie w sprawie o nieumyślne zabójstwo (art. 230 k.k.).
Już podczas szczegółowych oględzin zwłok jeden z lekarzy medycyny sądowej zwrócił uwagę na ślady licznych otarć naskórka, lekkich zasinień na ramionach i kończynach dolnych oraz ran ciętych (zadanych prawdopodobnie żyletką) znajdujących się na pośladkach denatki. Mimo braku wyraźnych podbiegnięć krwawych i zakrzepłej krwi, zanikłych na skutek wymoknięcia w wodzie, ustalono bezspornie, iż są to rany świeże. Wobec togo kierownik Zakładu Medycyny Sądowej AM w Warszawie, doc. dr Widy powiadomił o tych spostrzeżeniach prokuratora
i wydział służby kryminalnej KS MO w Warszawie. Wstrzymano także przeprowadzenie sekcji zwłok do chwili przybycia przedstawiciela prokuratury i służby kryminalnej MO. Rezultaty sekcji oraz inne szczegółowe badania medyczne potwierdziły w całej rozciągłości przypuszczenia medyka sądowego, że nie jest to nieszczęśliwy wypadek spowodowany utonięciem, lecz zabójstwo przez zadławienie, które nastąpiło wskutek ucisku na szyję i wprowadzenia knebla do górnej części dróg oddechowych. W tej sytuacji wszczęte zostało śledztwo o zabójstwo umyślne, którego prowadzenie prokurator powierzył służbie kryminalnej Komendy Stołecznej MO.
W toku wstępnych czynności śledczych i rozpoznawczych w miejscu zamieszkania ofiary zabójstwa uzyskano materiał poszlakowy uzasadniający wytypowanie Stanisława Modzelewskiego jako osoby podejrzanej o ten czyn. Przemawiały za tym następujące okoliczności: Modzelewski, mieszkający w tym samym budynku co Maria G. i znany jako nałogowy alkoholik, dwa lala przed zabójstwem staruszka miał z nią jakiś zatarg. Interesując się bliżej osobą Modzelewskiego, ustalono na podstawie wypowiedzi jego sąsiadów, że najprawdopodobniej cierpi on na niemoc płciową. Jednemu z sąsiadów jego żona zwierzyła się, że mimo przeżycia z mężem 18 lat nigdy nie miała z nim normalnego stosunku płciowego. Ojcem dziecka, które urodziła przed kilkoma latami, był inny mężczyzna, o czym Modzelewski wiedział i na co uprzednio wyraził zgodę. Dalej sąsiedzi zwrócili uwagę na brutalność Modzelewskiego. Wiadomo było powszechnie, że bił on nierzadko swą żonę.
Dysponując tym materiałem poszlakowym, prowadzący śledztwo zdecydował się na zatrzymanie Stanisława Modzelewskiego (lat 40, żonaty, ojciec jednego dziecka w wieku lat 7, wykształcenie podstawowe, pochodzenie chłopskie, z zawodu kierowca samochodowy, karany 3-tnie za przestępstwa kryminalne - kradzieże i spowodowanie wypadku drogowego). Ponieważ wyjechał on w tym czasie samochodem do Łaska (woj. łódzkie), dokąd udała się wcześniej także jego rodzina, zatrzymano go w domu jego teściów w powiecie łaskim. 
Przed osadzeniem w areszcie Modzelewski został poddany szczegółowym oględzinom. Ich rezultatem było ujawnienie na twarzy kilku zaczerwienionych, podłużnie przebiegających zadraśnięć, przypominających wyglądem i układem zadrapania paznokciami. Od ich powstania upłynęło przypuszczalnie co najmniej kilka dni, a właśnie tyle czasu dzieliło zabójstwo Marii G. od zatrzymania Modzelewskiego. Pochodzenie tych śladów wyjaśnił on upadkiem na ziemię po pijanemu podczas nauki dżudo.
Oględziny jego narządów płciowych potwierdziły także prawdziwość wypowiedzi żony Modzelewskiego.
W czasie wstępnego przesłuchania Modzelewski nie przyznawał się do zabójstwa Marii G. Dopiero w areszcie, po przemyśleniu swej trudnej sytuacji, złożył on na piśmie oświadczenie, w którym przyznał się do zabójstwa Marii G. i opisał jego okoliczności. Oto one:
W godzinach wieczornych dnia 14 września 1967 r. po wypiciu wódki nabrał chęci do "zabawienia się z kobietą". Ponieważ nie odczuwał nigdy żadnego pociągu do własnej, dużo młodszej odeń żony, a pociągała go prawie 90-letnia sąsiadka Maria G., poszedł do staruszki, która żyła samotnie, rzadko odwiedzana przez rodzinę. Wypił z nią herbatę. Po wstaniu od stołu rzucił się na Marię G., przewrócił na tapczan i zaczął ją dusić. Został wówczas podrapany na twarzy przez broniąca się staruszkę. Ucisk na szyję był jednak tak silny, że staruszka straciła przytomność. Wtedy rozerwał na niej koszulę i reformy, a pośladki ofiary pociął żyletką. Następnie przeniósł zwłoki do wanny, napuszczając do niej wody. Przed wyjściem z mieszkania rozdarł koc, którego jedną część spalił w piecu, a drugą częścią nakrył zwłoki. Po powrocie do swego pokoju umył ręce i położył i spać. Ponieważ żona przebywała u rodziców w województwie łódzkim, następnego dnia rano wyjechał do niej. 
W toku śledztwa ustalono, iż Modzelewski już w 1965 r. usiłował udusić Marię G. Staruszka zwierzyła się z tego wydarzania swej córce, która z kolei wiadomość tę przekazała na piśmie żonie Modzelewskiego.
Przestępcza kariera Modzelewskiego jako "wampira" rozpoczęła się już w lipcu 1952 r. Wtedy to po raz pierwszy w lesie koło Gałkówka (pow. Brzeziny) w woj. łódzkim przypadkowo odkryto zwłoki kobiety w starszym wieku. Była to Józefa P. (lat 67), zamieszkała w pobliskiej wsi. Oględziny i sekcja zwłok Józefy P. wykazały, że jej zgon nastąpił ma skutek uduszenia przez unieruchomienie (zgniecenie) klatki piersiowej i zadławienie. Na ciele denatki (na głowie, udach i narządach płciowych) stwierdzano liczne zadrapania i podbiegnięcia krwawe. Okoliczności te przemawiały za seksualnym tłem zabójstwa. Śledztwo zostało umorzone z powodu niewykrycia sprawcy czynu.
Po upływie zaledwie pięciu miesięcy również w lesie koło wsi Rydzynki (pow. łódzki) znaleziono zwłoki 32-let-niej Marii K. Rodzina jej, zaniepokojona 3-dniiową nieobecnością Marii K. u dzieci przebywających u krewnych, wszczęła poszukiwania. Zwłoki były ukryte w gęstwinie świerków i natrafiano na nie jedynie dzięki temu, że na śniegu stwierdzono ślady prowadzące od ścieżki do tego zagajnika. Ułożenie zwłok, fakt ściągnięcia reform, podniesienia sukienki i płaszcza świadczyły o dokonaniu gwałtu. Na podstawie oględzin miejsca zdarzenia stwierdzono, iż zwłoki wleczone były za nogi. Denatka uduszona została przez zaciśnięcie szalika na szyi. Na jej ciele znajdowały się liczne zadrapania i wylewy krwawe. W pochwie znaleziono plemniki, lecz nie można było ustalić czasu wprowadzenia ich tam. Oprócz seksualnego tła zabójstwa nie wykluczono motywu rabunkowego, gdyż na palcach Marii K. brak było złotej obrączki i pierścionka. Również i w tym wypadku śledztwo umorzono po pięciu tygodniach wskutek niewykrycia sprawcy.

strona: 1, 2
Skomentuj artykuł na forum

:: Jak odczytać fałszywe dokumenty i numery VIN
:: DISCOVERY - Zbrodnie, które wstrząsnęły światem
:: Człowiek z Maree
:: Tajemnica Gatton
:: Tutoriale kryminalistyczne

:: NOWE! Puzzle

:: Przygody detektywa Maxa

:: Quiz
:: VIII Edycja Konkursu Wiedzy Kryminalistycznej im. prof. Brunona Hołysta
:: Test wiedzy o historii medycyny
:: Test wiedzy o kryminalistyce i medycynie sądowej
:: Układanka
:: Zagadki kryminalne

"Wszystko co żyje pragnie pokoju : w czasie kiedy trawi uplowaną zdobycz"


GALIEL@WEBGROUP 2005